Wisła 1200 – ponad 400 śmiałków rusza na trasę

Autor: |

Po miesiącach wyczekiwania i niepewności czasów pandemii w końcu się doczekali. W sobotę ruszą w trasę III edycji Ultramaratonu Wisła 1200. Do pokonania będą mieli 1 175 867 metrów wzdłuż królowej polskich rzek.

Wystartują blisko źródeł Wisły na Baraniej Górze i pojadą aż do jej ujścia w Gdańsku. Tegoroczna trasa rozpocznie się „etapem górskim” – pierwsze kilometry będą pięły się pod górę. Podjazd na Cieńków będzie pierwszym z licznych testów wytrzymałości dla uczestników. Później na trasie pojawią się niewykoszone wały przeciwpowodziowe, błoto, Kopiec Piłsudskiego, Góry Pieprzowe, łąki, pola, szutry i dające chwilę odpoczynku asfaltowe ścieżki.

Tegoroczny start odbędzie się w specjalnej, wymuszonej przez pandemie, formule. Zamiast wspólnego startu całego peletonu, uczestniczki i uczestnicy ruszać będą w grupach 5-osobowych w odstępach 5 minut. Najlepsi pojawią się na mecie po kilkudziesięciu godzinach (Radosław Gołebiewski przejechał trasę w ubiegłym roku w 62 godziny i 20 minut, rekord trasy należy do Zbigniewa Mossoczy, który w 2018 roku uzyskał czas o siedem minut krótszy – 62h i 13 minut).

Zasady uczestnictwa są „proste”, trasę należy pokonać rowerem napędzanym siłą własnych mięśni, bez wspomagania osób trzecich, po wyznaczonym śladzie i w limicie 200 godzin. W praktyce oznacza to, że jeśli uczestnik chce mieć czystą koszulkę to musi ją zabrać ze sobą, uprać lub kupić po drodze. Z trasy można zbaczać dowolną ilość razy pod warunkiem powrotu w tym samym miejscu. Nocować można w pięcio gwiazdowym hotelu, można też, cytując organizatora Leszka Pachulskiego w hotelu milion gwiazdkowym.

W tegorocznej, trzeciej edycji udział weźmie 440 śmiałków, wśród nich Adam Bielecki – himalaista / podróżnik i dziennikarz muzyczny / raper Eldo.

Uczestników można będzie śledzić w czasie rzeczywistym na stronie: Wisła 1200 live

Teraz czas na prywatę :)

O maratonie dowiedziałem się przypadkowo rok temu w porannym pociągu do Wisły od współpasażerki jadącej pod Baranią Górę rowerem z pełnym ekwipunkiem. Mój plan na ten dzień: po raz pierwszy w życiu zrobić 150 km z Wisły do Krakowa. Miła Pani z rowerem zburzyła go w chwil kilka. Opowiedziała o swoim pomyśle, by samodzielnie zmierzyć się trasą Wisła 1200. Szybka zmiana trasy w nawigacji i zamiast 150 ukręciłem tego dnia pierwszą dwusetkę.

Ziarno zostało zasiane – dziękuję tu raz jeszcze nieznajomej z pociągu – decyzja podjęta, za rok jadę. Czas oczekiwania na zapisy poświęciłem na kręcenie kilometrów. Ulga wielka, gdy udało mi się zapisać i otrzymałem potwierdzenie z numerem startowym. Styczeń, luty minęły na jeździe na nartach i rowerze – przygotowania szły pełną parą… co stało się w marcu nie trzeba opisywać.

Rower w lesie na nielegalu trzymał mnie w czasach kwarantanny przy zdrowych zmysłach, potem było już tylko z górki. Kompletowanie sprzętu, noclegi w lesie na hamaku pod tarpem, awarie elektroniki na trasie i kręcone kilometry. Co z tego wyniknie? Przekonam się w ciągu najbliższego tygodnia. Zapowiada się przygoda życia :)

Zapraszam do pchania kropki numer 411 :)

WISŁA 1200 2019 TAK BYŁO

Wybór redakcji: