Łotwa widziana z rowerowego siodełka, łodzi i tratwy

Autor: |

Moja trzecia wizyta na Łotwie rozpoczęła się podobnie jak poprzednie, w Rydze. Miasto piękne, mała starówka potrafi oczarować, a dzielnica secesyjna jest światową perełką. Tym razem poznałem Rygę z innego niż rowerowe siodełko punktu widzenia, zeszliśmy jeszcze niżej. Brzmi tajemniczo nieprawdaż?

Korzystając z  zaproszenia www.latvia.travelsiodełka przeniosłem się na wygodną kanapę łodzi o wdzięcznej nazwie Darling i zobaczyłem nieznane mi oblicze  miasta. Ryga widziana z poziomu niemal „zero”, kanałów i Dźwiny pokazuje kilka trudno zauważalnych z lądu smaczków. Mniejsza wersja warszawskiego prezentu Stalina widziana z rzeki wydaje się prawie tak wielka jak Pałac Kultury i Nauki. Ogrom hal targowych można dopiero dostrzec, gdy przepływa się wzdłuż nadbrzeża kanałem. Podobnie jest z parkami, z wody widać je inaczej. Ryga ma też oblicze kosmopolityczne, jak każda europejska stolica ma swoje modne hipsterskie knajpki, nocne kluby i restauracje serwujące dania kuchni z całego świata. Warto odwiedzić jedną z niedawno otwartych restauracji na dachu galerii handlowej, kuchnia wyśmienita a nocny widok na Rygę wart uwagi.

Ryskie hale targowe z  poziomu kanału (fot. P. Burda)
Ryskie hale targowe z poziomu kanału (fot. P. Burda)
Sezon warzyw i owoców w Rydze (fot. P.Burda)
Sezon warzyw i owoców w Rydze (fot. P.Burda)
Kuchnie z całego świata - hipsterska Ryga (fot. P. Burda)
Kuchnie z całego świata - hipsterska Ryga (fot. P. Burda)

Lubię Rygę, jednak „moja” Łotwa zaczyna się kilkadziesiąt kilometrów za miastem. Niezależnie od obranego kierunku, opuszczając Rygę wiem, że czekają mnie kolejne odkrycia. Tak Było podczas poprzednich wizyt, tak też było w tym roku.

Łotwa pomimo pandemii jest otwarta na turystów z Polski. By wjechać na teren Łotwy, polski turysta musi spełnić kilka warunków. Zaczynamy od zapoznania się z informacjami na stronie: https://www.covidpass.lv/en/. Następnie musimy zarejestrować się na stronie: https://covid19.gov.lv/en, posiadać unijny certyfikat Covidowy i dokument tożsamości. Bez dowodu rejestracji nie da się przekroczyć granicy kraju. W hotelach, pubach i restauracjach sprawdzane są certyfikaty.

Wracamy do „mojej” Łotwy. Uwielbiam łotewską prowincję, miasta, miasteczka, wsie i przede wszystkim przyroda to wyczekiwane od roku atrakcje – czekam na spotkanie.

Rowerem po Parku Narodowym Gauja

Nasze Fat E-biki Sigulda Adventures  (fot. P. Burda)
Nasze Fat E-biki Sigulda Adventures (fot. P. Burda)
Tor bobslejowy Sigulda  (fot. P. Burda)
Tor bobslejowy Sigulda (fot. P. Burda)
Tor bobslejowy Sigulda  (fot. P. Burda)
Tor bobslejowy Sigulda (fot. P. Burda)
Stromy stok narciarski Sigulda  (fot. P. Burda)
Stromy stok narciarski Sigulda (fot. P. Burda)

Trzeci dzień zaczynamy od transferu do Parku Narodowego Gauja i zwiedzania największego na tym terenie miasta – Sigulda. Zarówno stary, średniowieczny zamek, jak i jego nowy odpowiednik świadczą o potędze miejsca, które przed wiekami broniło zachodu i było wschodnim przyczółkiem zakonu. Warte zwiedzenia są warsztaty na terenie zamku, w których można uczestniczyć w tworzeniu biżuterii lub samodzielnie wykonać laskę.  Dla mnie najciekawszym punktem programu była popołudniowa kilkugodzinna wyprawa na elektrycznych fat bikach. Zastanawiałem się, dlaczego organizatorzy wypytywali nas o umiejętność jazdy w terenie i kondycję fizyczną, przecież to miała być tylko przejażdżka ze wspomaganiem elektrycznym po prawie płaskim kraju gdzie najwyższe wzgórze ma niewiele ponad 300 m n.p.m. (Gaizinkalns 312 m n.p.m). Łotwa zaskoczyła mnie po raz kolejny, wybitnych gór tu nie ma, lecz od czego są siły żywiołu wody? Gauja -przez miliony lat rzeźbiła  koryto w Parku Narodowym noszącym słusznie jej imię. Brak gór zastąpiła wąwozem. By  przedostać się z jednej strony na drugą należy pięknymi szutrami i leśnymi ścieżkami zjechać prawie do poziomu rzeki by następnie mozolnie, serpentynami wspiąć się po drugiej stronie. Wyprawa warta poświęcenia całego dnia, tylko wtedy można odwiedzić trzy okoliczne zamki i zobaczyć co jeszcze skrywa Park i rzeka.

Rowerowe wyprawy po Łotwie:

Miejsc wartych odwiedzenia jest sporo. Zaczynamy od sztucznego toru bobslejowego przebudowanego w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku przez firmę z Sarajewa (firma wybudowała również tor olimpijski w Sarajewie). Dzięki tej inwestycji od lat Łotewsy zawodnicy należą do światowej czołówce w bobslejach, saneczkarstwie i skeletonie a tor gości najważniejsze imprezy sportowe. Jest on częścią kompleksu treningowego dla sportów zimowych, w którym trenować mogą również biegacze, biatloniści i uwaga alpejczycy. Tak, są tu również stoki narciarskie, trasy nie są długie, góra 300 metrów, jedna z ich robi wrażenie, poziom nachylenia stoku jest spory.

Golf futbolówką

Ściana sław na polu Football Golf (fot. P. Burda)
Ściana sław na polu Football Golf (fot. P. Burda)
Gramy w "nożnego" golfa (fot. P. Burda)
Gramy w "nożnego" golfa (fot. P. Burda)

Zjeżdżamy lasem do mostu wiszącego łączącego dwa brzegi, trasa nie jest  trudna, wymaga jednak uwagi, szczególnie po opadach,  miejscami jest ślisko. Rzeka za nami, pora na wspinaczkę, mozolną wspinaczkę, trasa jest stroma i nawet na elektryku trzeba się napracować, szczególnie gdy przed podjazdem wytraca się prędkość prawie do zera. Na szczęście nasze rumaki dają radę i docieramy do kolejnej oczekującej atrakcji. W planie mamy drużynową rozgrywkę w Football golf. W Sigulda Football golf parku czekają na nas instruktorzy, przedstawiają zasady i ruszamy na pole „golfowe”. Reguły bardzo bliskie golfa, należy jak najmniejszą ilością „kopnięć” umieścić footbolówkę w dziurze, każde uderzenie to jeden punkt, wygrywa drużyna, która na koniec rozgrywki będzie miała ich najmniej. Wyliczanką dzielimy się na drużyny, ślepy traf powoduje, że stworzył się podział według płci. Do walki staje dzielna drużyna Pań, za przeciwników ma zespól męski. Po super zabawie wygrywają nieznaczną przewagą panowie – zaprocentowały podwórkowe mecze sprzed lat. Nie wiedziałem, że kopanie piłki po polu golfowym może być tak fajne – polecam całym rodzinom – warto, bardzo warto, ogromnie warto – zabawa dla wszystkich. Niestety nikomu z nas nie udało się zaliczyć trafienia za „pierwszym” kopnięciem i po naszej rozgrywce na ścianie sław nie pojawiło się nowe nazwisko, wszystko przed Wami – ściana oczekuje na pierwszą Polkę lub  Polaka. Wyprawę kończymy zjazdem i następnie wspinaczką do Siguldu.

Zamek Cesis - historia na żywo

Żywe muzeum na zamku Cesis (fot. P. Burda)
Żywe muzeum na zamku Cesis (fot. P. Burda)
Jest bardzo "prawdziwie" średniowieczny rzemieślnik w swoim warsztacie
Jest bardzo "prawdziwie" średniowieczny rzemieślnik w swoim warsztacie
Zamek Cesis (fot. P. Burda)
Zamek Cesis (fot. P. Burda)

Noc w hotelu i przed nami kolejny dzień niespodzianek, dziś bez rowerów. Zaczynamy od średniowiecznego zamku w Cesis, dla mnie perełka sposobu pokazania zamku, przekazania jego historii i opowieści o życiu jego mieszkańców. Nie będę tu zdradzał szczegółów, zachęcę do odwiedzin kilkoma słowami. Przewodnik przebrany w strój epoki, znający odpowiedź na każde pytanie, średniowieczne rzemiosło pokazane od praktycznej, żywej strony (nawet dzieci bawią się narzędziami z epoki ) i na koniec genialny pokaz multimedialny wewnątrz wieży obronnej prowadzący widza przez wieki historii z wykorzystaniem obrazu, dźwięku i bez słów. Obraz wystarcza by każdy wyniósł coś z tej krótkiej lekcji historii. Zapamiętajcie ten adres.

Zobaczyliśmy dzieło ludzkich rąk, pora na kolejną pracę natury, przed nami spływ tratwami po Gauji, tratwa zaskakuje stołem pełnym smakołyków i koszem z napojami, wiemy, że podczas rejsu nie grozi nam głód ni pragnienie. Odbijamy od brzegu i w zadumie podziwiamy siłę tej wolno płynącej rzeki, nie musiała i nie musi nadal się śpieszyć, ma czas mierzony w milionach lat, my jedynie jesteśmy okruchem w jej historii. Zadumę przerywają kolejne widoki, najpierw „katarakty”, z którymi nasi „flisacy” doskonale sobie radzą, później niesamowite, wyrzeźbione w piaskowcu klify i plaże z korzystającym z kąpieli słoneczno wodnych turystami. Rejs mija bardzo szybko, dobijamy do brzegu i spacerkiem idziemy do kempingu Ozolkans. Po drodze przecieram oczy ze zdumienia, jesteśmy w środku ośrodka narciarskiego, mijamy podwójne krzesełko, dwa orczyki i docieramy do domków położonych na stoku narciarskim, koniecznie muszę przyjechać tu zimą!

Wieczorne rozmowy ciągną się do wczesnego poranka, po krótkiej nocy kolejny dzień zaczynamy od Arku Archeo Araisi, miałem okazję zwiedzić go podczas pierwszej wizyty na Łotwie link.

Po spotkaniu z historią nadeszła pora na spotkanie z naturą jak najbardziej żywą naturą. Odwiedzamy park jeleni. Safari Park More prowadzony jest przez łotewsko grecką parę. Poznali się podczas studiów w Atenach i stwierdzili, że w Grecji jest zbyt ciepło. Na Łotwie kupili ziemię, wybudowali dom dla gości i tak od kilku lat przyjmują gorącymi sercami gości. Kochają to, co robią, kochają swoje zwierzęta i kochają dzielić się z innymi.

Spacerujemy wśród jeleni, karmimy z ręki co bardziej odważne, podziwiamy prędkość i zwinność tych, które nie chcą się do na zbliżyć. Robi się sielsko anielsko. Delikatność, z jaką te ogromne samce wyjadają ziarna z naszych dłoni nie może jednak pozwolić zapomnieć, że są to dzikie zwierzęta a my jedynie gośćmi na ich terenie. Trudno rozstać się z tym miejscem i jego właścicielami.

Podróż do Jurmali, łotewskiego Sopotu mija na rozmowach o jeleniach, o porożach, obyczajach i wspomnieniach delikatnych chrap.

Jurmala - łotewski Sopot

Park w Jurmali - raj dla dzieci  (fot. P. Burda)
Park w Jurmali - raj dla dzieci (fot. P. Burda)
Park w Jurmali (fot. P. Burda)
Park w Jurmali (fot. P. Burda)
Bałtyk w Jurmali (fot. P. Burda)
Bałtyk w Jurmali (fot. P. Burda)

W Jurmali wracamy na rowery, tym razem klasyczne, napędzane siła naszych mięśni. Miasto jest bardzo rozległe, zajmuj pas między morzem i meandrującą prawie równolegle do brzegu rzeką Lielupe. Miasto jest architektonicznym mikstem nowoczesnej, na szczęście w większości niskiej zabudowy, z tradycyjną drewnianą zabudową. Luksus widać na ulicach w ***** hotelach i na parkingach.

Zanim jednak udamy się na wycieczkę, czeka na nas niespodzianka, masaż dłoni. Wydaje się mało z rowerem związany, to jednak tylko pozory, kto w kilka dni przejechał w terenie kilkaset kilometrów, ten wie jak ważna jest kondycja dłoni i nadgarstków. Z dobrym humorem ruszamy na przejażdżkę po Jurmali. Zaczynamy od miasta i parku, to zatrzymujemy, by wspiąć się na wieżę widokową, z której widzimy, że tylko kilka budynków wybiło się ponad linię drzew, robi to dobre wrażenie i pokazuje dbałość Łotyszy o synergię architektury z naturą. Wycieczkę kończymy przejażdżką po plaży, wracamy do hotelu. Przed nami ostatni punkt programu, zwiedzanie skansenu rybackiego. Miejsce, podobnie jak wszystkie inne osiągalne jest rowerem, my jednak z braku czasu musimy skorzystać z czterech kółek. Zwiedzamy, poznajemy życie i zwyczaje bałtyckich rybaków. Powoli zaczynamy się oswajać z myślą, że to już koniec naszej łotewskiej przygody, przed nami transfer na lotnisko i powrót do kraju, by za kilka miesięcy wrócić na Łotwę ponownie. Na Łotwę przyjeżdża się tylko raz, potem już tylko się wraca.

Artykuł powstał dzięki Projektowi finansowanemu ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego pod nazwą: "Promotion of Tourism International Competitiveness” (project identification number: 3.2.1.2/ 16/ I/ 002). 

Wybór redakcji: